wtorek, 31 grudnia 2013
niedziela, 29 grudnia 2013
Rzecz o rzepie
Droga
Redakcjo,
Czy Redakcja pamięta jeszcze słynny wiersz Juliana Tuwima
„Rzepka”?? Ilekroć chrupię rzepę zawsze go sobie przypominam. Skąd moje
dziwactwo?? Nie mam pojęcia…
Od 2 lat mam pewną dziwną przypadłość. Otóż co jakiś czas
mój organizm potrafi się domagać 1 składnika/ produktu/warzywa – niepotrzebne skreślić.
Przed
zajściem w ciążę w menu gościły oliwki czarne, jabłka, kalarepa, ogórki surowe –
po prostu nie mogłam się bez nich obejść. To było silniejsze ode mnie …
Okres
ciąży wspominam jako czas niewielu zachcianek. Nie goniłam Susła w środku nocy
po lody, banany i inne rzeczy, jak zdarzało się to moim koleżankom. Korniszony,
czarne pomidory, kefir, sucha bułka i frytki – mniej więcej bez tego nie mogłam
się obyć.
Nadszedł niespodziewanie wielki dzień i pojawiła się
znienacka Lemur (dlaczego niespodziewanie i znienacka o tym kiedyś).
Po
kilkunastu dniach spędzonych z Lemurem w SPA wróciłam do domu, zmęczona i bez
krztyny apetytu. Dopiero po jakimś czasie gdy już się pozbierałam psychicznie i
emocjonalnie ( o tym, też kiedyś), poczułam głód i to straszliwy.
Karmiąc Lemura i obawiając się o jej delikatny brzuszek
najpierw pozwalałam sobie na krówki. Na spacer wychodziłam zaopatrzona w
krówki. Siedząc i karmiąc Lemura wcinałam krówki. Dzień zaczynałam od krówek.
Krówki musiały być tylko z dwóch sklepów z tego dyskontu na B i sieci
kosmetycznej na R. Szuflada w kuchni była pełna krówek. Krówki everywhere!!!
Jednak
krówkowa dieta minęła i przerzuciłam się na słone paluszki – na szczęście na
krótko – biorąc takie a nie inne leki nie mogłam sobie na tę dietę zbytnio
pozwolić. Co pochrupałam jednak to moje.
Potrzeba chrupania była przeogromna i wtedy mnie
oświeciło – rzodkiewka, śliczna, różowa, okrąglutka lub podłużna. I znowu się
zaczęło!!!! I nie mogłam przestać!!! To było prawdziwe rzodkiewkowe szaleństwo.
Codziennie kupowałam od dwóch do czterech pęczków rzodkiewek. Dokonałam
rekonesansu pośród okolicznych warzywniaków i tylko jeden zasługiwał na uwagę.
Tam codziennie dokonywałam zakupu. Po powrocie do domu myłam, pozbawiałam
ogonków i natki, po czym lądowały sobie w lodówce i czekały na mój atak. Bywały
wieczory, że nosiło mnie po domu. Czułam rzodkiewkowy głód. Po prostu
uzależniłam się od rzodkiewki. Gdy jej nie było umierałam z głodu i to było
najgorsze, bowiem okazało się, że rzodkiew wzmagała straszliwie mój apetyt (nie
mogę tylko zwalać na Lemura, która wisiała nieustannie na mnie). To paskudne
działanie niestety potwierdził dr Google i ciocia wikipedia. Znów znalazłam się
w kropce…
Doznałam kolejnego oświecenia żywieniowego stojąc i
rozglądając się w rzodkiewkowej malignie po warzywniaku. Zauważyłam czarną
rzepę. Małą, brzydką, niepozorną, wręcz zniechęcającą swym wyglądem do
bliższego poznania. Kupiłam najpierw jedną, potem dwie i tak z dnia na dzień
zaprzyjaźniłyśmy się. Pan z warzywniaka zyskał we mnie stałą klientkę, która stale
domaga się rzepy. Wchodząc tylko w progi sklepiku jestem poinformowana, gdzie
ów towar pierwszej potrzeby oczekuje na mnie. Kupując rzepę staram się wybierać
małe lub średnie sztuki, bowiem te spore są zazwyczaj przerośnięte i pozbawione
swojego specyficznego smaku.
Zapewne Redakcja zapyta jak jadam ten przysmak.
Odpowiadam z miejsca - bardzo prosto – z
początku pozbawione skórki i pokrojone w plastry. Obecnie ścieram na tarce na
drobnych oczkach i dodaję łyżkę jogurtu, albo dodaję jedną surową startą
marchew. Przedwczoraj rzepa była jednym ze składników surówki obiadowej, którą
zaserwowałam moim gościom. Suseł, który nie może wytrzymać już z moimi
dziwactwami żywieniowymi, chwilę oponował. Jednak w trakcie jedzenia okazało
się, że jest to najlepsza surówka jaką kiedykolwiek jadł.
Surówka
z kapusty szpiczastej i czarnej rzepy
½ główki
drobno posiekanej kapusty szpiczastej
1 starta
na drobnych oczkach duża marchew
1
starta średnia rzepa
1
starte winne jabłko
1 łyżka
majonezu
1
łyżka jogurtu
Sól,
pieprz, cukier
Wszystkie
składniki wymieszać, doprawić i podawać niezwłocznie.
Mam nadzieję, że Redakcja skorzysta z przepisu i rzepa
zagości na stałe na redakcyjnym stole. "Rzepowym" szaleństwem zaraziłam już
koleżankę, która swoje zmagania z rzepą opisała tutaj.
Moi goście wyjechali dzisiaj od nas obdarowani rzepą. Edukacja na temat rzepy w toku :)
Właśnie uświadomiłam sobie, że moja miłość do rzepy już trwa od co najmniej czterech miesięcy. Oby do wiosny ...
Tak więc "rzepowych" snów!!
czwartek, 26 grudnia 2013
Pierwsze Święta Lemura
Droga Redakcjo,
Jest już późny wieczór Lemur spokojnie śpi w swoim
łóżeczku. Przez dwa dni zmagała się z nie lada emocjami. Były nocne
pojękiwania, postękiwania oraz pobudka przed 4 rano, bo z tego wszystkiego
zgłodniała straszliwie. Dopiero dzisiaj wszystko wróciło do swojego stałego
rytmu.
W Wigilię ubierałyśmy naszą choinkę. Posadzona w bujaczku
oglądała bombkę i każdą ozdobę, którą zawieszałam uśmiechając się przy tym do
jednej ze swoich czworonożnych niań.
Ta
Wigilia była szczególna, bo po raz pierwszy z nami była Lemur, która na naszych
kolanach zasiadała do kolacji wigilijnych u obu naszych rodzin w małej dolnośląskiej
miejscowości.
Przy stole wigilijnym w moim rodzinnym domu spotkały się
4 pokolenia. Najstarszy domownik w osobie mojego dziadka miał 87 lat a
najmłodsza Lemur raptem niecałe 7 miesięcy. To jest prawdziwy cud tych Świąt,
że ona wreszcie z nami jest. Wniosła tyle szczęścia i radości.
Chociaż Lemur jest maleńka i nic nie będzie pamiętać z
tej Wigilii, to chciałabym to wspomnienie pielęgnować. Było wspólne dzielenie
się opłatkiem i pierwsze kosztowanie wigilijnego barszczu u obu babć. Będę jej
opowiadać o nocnych powrotach do domu by spała w swoim łóżeczku, o podróżach do
szopki w Małym Kościele i o spacerze po rynku w ciepły dzień Bożego Narodzenia.
PS. Były też całusy w królewską stopę co by naturze lemurzej uczynić zadość
środa, 25 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
Cukier krzepi
Droga Redakcjo!
W naszym narodzie utarła się pewna zgubna tradycja. Otóż
odwiedzający nowo narodzoną dziecinę oprócz różnych różności dostarczają
słodkości w postaci bombonierek, czekolad, cukru w kostkach, tudzież w
kilogramowych opakowaniach. A wszystko by osłodzić świeżemu obywatelowi żywot
na tym padole. Zwyczaj miły, ale nieco kłopotliwy. Na pewno Redakcja zapyta „a
czemuż?”
Taki mały Lemur w wieku kilku tygodni czy miesięcy nie
jest w stanie zainteresować się tym dobrostanem. Obowiązek zutylizowania owych
słodkich prezentów spoczywa na Rodzicach. W przypadku Lemura ja muszę zastąpić
ją godnie wykorzystując cukier do wypieków, co kończy się lamentem i płaczem
podczas stania na wadze. Oczywiście tą płaczką jestem ja. Pozostałe dobra są
rozdawane w dobrej wierze łasuchom przy byle okazji.
Droga Redakcjo dlatego apeluję o przywrócenie kartek na
cukier i czekoladę z datą wykorzystania w dniu osiągnięcia wieku
pełnoletniego!!! Wtedy obywatel będzie z pełną odpowiedzialnością i świadomością osładzał sobie swoje dorosłe życie :)
wtorek, 17 grudnia 2013
Co za świnia
Droga Redakcjo,
Nie mogłam się oprzeć i nabyłam w drodze kupna –
sprzedaży świnię. Świnia w kraciastych kaloszkach z wieńcem
bożonarodzeniowym na głowie i z zalotnymi oczkami, uśmiechniętym ryjkiem a także pięknie zawiniętym ogonkiem. Świnia
pierwsza klasa!! Będzie wesoło dyndać na pierwszej choince Lemura, ciekawe czy
jej się spodoba ??
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Spacerowo
Droga Redakcjo,
piękną jesień mamy tej zimy. A tak naprawdę to nie wiem
jak określić to co się dzieje z pogodą. Nie, ja nie narzekam. Ja się tylko
dziwię. Pogoda jest tak piękna, że z Lemurem w karocy przemierzamy Wrocław
wzdłuż i wszerz. Lemur jest grzeczna i chyba zadowolona z tych naszych marszy,
bo albo sobie śpi, albo ma otwarte oczy i ogląda świat lub bawi się swoimi
zabawkami. Oby tak było do końca roku, ponieważ czeka na nas nie jeden spacer
oraz podróże.
Lubię nasze spacery zwłaszcza w weekendy. Wyruszamy
wtedy we trójkę. Zaliczamy obowiązkowo Park Południowy i wstępujemy po kawę do sieciówki. Wspólne
spacery to czas długich rozmów, na które nie mamy czasu w tygodniu. To również
chwile kiedy idąc zachwycamy się przyrodą i wrocławską architekturą,
dostrzegając nagle szczegóły, których wcześniej nie zauważaliśmy. To takie
odkrywanie na nowo naszej dzielnicy i Wrocławia.
piątek, 13 grudnia 2013
Życzenia
Droga Redakcjo,
Dzisiaj swoje urodziny obchodzi moja dawna dobra
koleżanka, z którą kilka lat spędziłam
w akademiku. Dziewczyna o długich włosach i szarych oczach, która zawsze starała się uśmiechać chociaż przychodziło jej to z trudem. Niesamowicie zdolna i pracowita zajmująca się ciężko chorą mamą, zmagająca ze starszym bratem i opiekująca młodszym, uwielbiająca prace w ogrodzie a przede wszystkim pszczoły ze swojej pasieki.
w akademiku. Dziewczyna o długich włosach i szarych oczach, która zawsze starała się uśmiechać chociaż przychodziło jej to z trudem. Niesamowicie zdolna i pracowita zajmująca się ciężko chorą mamą, zmagająca ze starszym bratem i opiekująca młodszym, uwielbiająca prace w ogrodzie a przede wszystkim pszczoły ze swojej pasieki.
Spotkałam ją przelotnie kilka lat temu na przystanku
tramwajowym, w dalszym ciągu uśmiechnięta, ale jakby nie ona. Obca taka… Każda
z nas się z pewnością zmieniła od czasu wspólnego zamieszkiwania. Nie mniej w mojej pamięci pozostały
wspomnienia słuchania radia, zaciętych dyskusji, drzwi na których wisiał plakat
z filmu Angielski pacjent oraz zachwytu nad Ralphem Fiennes’em. Tęsknię czasem za nią; tak jak się tęskni za prawdziwą przyjaźnią.
wtorek, 10 grudnia 2013
Psie smutki
Droga Redakcjo!
Wczorajszy dzień kończył się niewesołymi wiadomościami. Niektórzy potraktowali je jako sensację a ci poważniejsi jako zmartwienie. Bohaterem jest pies, który miał być ukochany, ubóstwiany i miał być spełnieniem marzeń rodziny. Stało się zgoła inaczej. Pierwsze poważne dolegliwości, spora kwota pozostawiona w lecznicy to wystarczy, żeby pies przestał być przyjacielem człowieka. Na szczęście znalazł się inny kochający dom, w którym pies nie tęskni za swoimi poprzednimi ludźmi. Ma nowe stado - przyjazne, w pełni akceptujące, darzące uczuciem oby do końca jego psiego żywota.
Wczorajszy dzień kończył się niewesołymi wiadomościami. Niektórzy potraktowali je jako sensację a ci poważniejsi jako zmartwienie. Bohaterem jest pies, który miał być ukochany, ubóstwiany i miał być spełnieniem marzeń rodziny. Stało się zgoła inaczej. Pierwsze poważne dolegliwości, spora kwota pozostawiona w lecznicy to wystarczy, żeby pies przestał być przyjacielem człowieka. Na szczęście znalazł się inny kochający dom, w którym pies nie tęskni za swoimi poprzednimi ludźmi. Ma nowe stado - przyjazne, w pełni akceptujące, darzące uczuciem oby do końca jego psiego żywota.
Pies
jest przyjacielem człowieka, lecz człowiek nie zawsze jest przyjacielem psa.
niedziela, 8 grudnia 2013
Wino na medal
Droga Redakcjo,
czy Redakcji też się wydaje, że czas tak szybko
płynie? Wydaje mi się, że wczoraj było jeszcze lato, a tu już początek zimy. Lemur
skończyła 6 miesięcy. Z mikruska stała się niemowlakiem niczego sobie, który
uśmiecha się na powitanie dnia i śpiewa arie na dobranoc w sobie znanej
tonacji.
Ale nie o tym miałam pisać. Droga
Redakcjo popadłam w abstynencję co spowodowane jest potrzebami Lemura. Czy
Redakcja zdaje sobie sprawę, co znaczy nie móc skosztować sauterne albo chardonnay,
tudzież rieslinga??
Wiem co mi Redakcja zaraz odpisze, że czerwone jest
bardziej szlachetne, zdrowe etc, itd.
Na zakończenie weekendu obejrzałam
film „Wino na medal” z Alanem Rickmanem, film opowiadający o drodze do sukcesu
kalifornijskiej winnicy Chateau Montelena, która zresztą istnieje do dziś. Jak
wygląda można obejrzeć tu. Pomimo wielu przeszkód "American dream" stał się rzeczywistością. I znów zatęskniłam za słońcem, bezkresem
zieleni i kieliszkiem lekko schłodzonego białego wina.
sobota, 7 grudnia 2013
Droga Redakcjo, proszę o pomoc
Droga Redakcjo,
Jak Jej pomóc ? Kończą mi się pomysły, możliwe rozwiązania… Jak Jej pomóc
znaleźć miłość i to tę odwzajemnioną?? No jak??
piątek, 6 grudnia 2013
Karmić po ludzku
Droga Redakcjo,
Piszę ten list karmiąc jednocześnie Małą Syrenkę i
tak sobie myślę, że oprócz akcji „rodzić po ludzku” powinna być stworzona
kampania „karmić po ludzku” . Dlaczego?
Otóż mówi się o cudzie narodzin,
o wyjątkowości macierzyństwa, zwłaszcza w pierwszym roku życia dziecka, a jednak? Jednak nikt nie chce zdradzić , jak naprawdę jest. Opieka laktacyjna w szpitalach- jest różnie. Opieka położnej środowiskowej – jest różnie. Wspomnienia babć, mam, ciotek – wielka niewiadoma. Doświadczenia koleżanek – cisza.
Za to własne doświadczenia bezcenne.
o wyjątkowości macierzyństwa, zwłaszcza w pierwszym roku życia dziecka, a jednak? Jednak nikt nie chce zdradzić , jak naprawdę jest. Opieka laktacyjna w szpitalach- jest różnie. Opieka położnej środowiskowej – jest różnie. Wspomnienia babć, mam, ciotek – wielka niewiadoma. Doświadczenia koleżanek – cisza.
Za to własne doświadczenia bezcenne.
Początek karmienia to dramat. Karmienie
to walka o każdą kroplę dla dziecka. Karmienie jest bolesne tak, że krzyczeć
chcę. Karmienie jest męczące, bo nie wiesz czy głodomór już się najadł czy nie.
Karmienie jest wkurzające, gdy słyszysz komentarze „specjalistek”.
Droga Redakcjo, nacisk na
karmienie naturalne jest ogromny. Nic nie jest w stanie zastąpić tego daru
dziecku, żadna mieszanka nawet najlepsza i najdroższa. Tylko dlaczego nikt nie
uświadomi przyszłej karmiącej co ją czeka? Dlaczego łagodnie nie wprowadzi jej w
ten następny krok? Miałaby czas by się mentalnie przygotować, uniknąć niepotrzebnych
napięć, a wtedy hasło „Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko” staje się prawdą.
PS.
PS.
Oczywiście moje przemyślenia są subiektywne i wynikają
z własnych doświadczeń
czwartek, 5 grudnia 2013
Droga Redakcjo,
Postanowiłam, że od dzisiaj będę korespondować z Redakcją. Miałam tego
nie robić, jednak zbyt wiele myśli mam w głowie. Muszę znaleźć dla nich ujście.
6 grudnia to dobra data by rozpocząć tę korespondencję co prawda
jednostronną, bowiem Redakcja jest zbyt zajęta na odpisywanie każdemu,
zwłaszcza że są listy, sprawy bardziej niecierpiące zwłoki.
Droga Redakcjo,
Cieszę się, że będę pisać. Może nie systematycznie, ale tak z potrzeby
ducha.
Dziękuję Redakcji za cierpliwość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



